Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Wiadomości: 9 ] 
Autor/ka Wiadomość
Zobacz profil
 Tytuł: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: czwartek, 26 czerwca 2014, 08:30 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Witam. Jestem współzałożycielem i socjologiem w spółdzielni socjalnej, w której zarząd dopuścił się licznych nieprawidłowości, głównie finansowych. Sprawę aktualnie bada prokuratura i WUP. Chcę zebrać doświadczenia osób, które zetknęły się z podobnymi problemami.
Głównie chodzi o zawłaszczanie pieniędzy publicznych, niegospodarność, oszustwa, ukrywanie dokumentów, itp...
Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami z tej dziedziny.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: wtorek, 5 sierpnia 2014, 12:48 
Offline

Dołączył(a): wtorek, 5 sierpnia 2014, 12:47
Wiadomości: 2
Niestety mało kto chce poruszać takie tematy. W większości przypadków takiego patologie to wielka siatka osób, które są od siebie zależne.

_________________
E-papieros- wynalazek czy przekleństwo?


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Jak można okraść spółdzielnię socjalną. Studium przypadku.
WiadomośćDodano: piątek, 7 listopada 2014, 10:16 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Tekst zamieszczony na portalach naszeblogi.pl i salon24.pl

Spółdzielczość to jeden z najefektywniejszych systemów gospodarowania zasobami, jaki został przez ludzi wymyślony i zastosowany w praktyce. Jest jednak efektywny tylko pod dwoma warunkami. Spółdzielcy muszą być uczciwi i muszą sobie ufać. Oba warunki muszą zostać spełnione jednocześnie. Jeśli któryś nie zostanie spełniony, system nie zadziała. Kiedy w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku powstała spółdzielnia roczdelska, nikt nawet nie wspominał o takich warunkach, bo były one tak samo naturalne jak istnienie powietrza i wody. Dziś w 2014 roku na Podkarpaciu to już nie jest takie oczywiste. Przez te półtorej wieku rozwinął się system kapitalistyczny a potem powstał i ostro się z nim zderzył socjalizm. Oba systemy doprowadziły do niewyobrażalnych w tamtych czasach przeobrażeń, zdarzyło się bardzo wiele. Ostatecznym jednak efektem dla mnie w Rzeszowie, stał się zdegenerowany postkomunistyczny stan społeczeństwa po transformacji systemowej. W tym środowisku urzędnicy unijni postanowili odtworzyć spółdzielczość, która znakomicie na początku dwudziestego wieku funkcjonowała.
Spółdzielnia to podmiot gospodarczy, w którym spółdzielcy realizują plany stworzenia przedsiębiorstwa, które będzie funkcjonowało w warunkach gospodarki rynkowej, może jednak korzystać na uczciwych warunkach i przy zachowaniu zasad konkurencyjności z preferencji przy realizacji zadań publicznych, na przykład utrzymanie zieleni miejskiej. Oczywiście nie ma dyrektyw, więc spółdzielcy własną rzetelną pracą muszą przekonać władze miasta że warto im właśnie powierzyć te zadania.
Spółdzielcy są współwłaścicielami spółdzielni i wszyscy decydują o wszystkich sprawach. Do ich realizacji wyznaczają zarząd, który ma im służyć i realizować wspólnie zaakceptowane cele.
Tyle teoria.
Unia przeznacza pieniądze na to, aby ten system funkcjonował, jednak nie daje ich bezpośrednio ludziom, tworzącym spółdzielnię. System składa się z kilku poziomów, tuż nad spółdzielnią jest beneficjent. Jest to zwykle wysoko wyspecjalizowana firma, która zajmuje się wyłącznie zagospodarowaniem pieniędzy unijnych.
Firma taka zatrudnia kilku wyspecjalizowanych pisarzy projektów. Znają oni metodologię pisania projektu, ale co ważniejsze, i czym zwykle się ostentacyjnie nie chwalą, znają kryteria oceniających. Dzieje się tak dlatego, że oceniający za jakiś czas stają się piszącymi a piszący oceniającymi. W rezultacie dochodzi do sytuacji, gdy projekty piszą sami dla siebie, niespecjalnie przejmując się rezultatami, wystarczy im brzmienie wytworzonych słów. Ale to jeszcze nie przestępstwo, to nawet nie grzech, to po prostu mała patologia, sama w sobie jeszcze niewinna.
Kiedy do projektu wchodzą ludzie uczciwi i mający do siebie zaufanie, ta patologia nie ma specjalnego znaczenia. Sprawia jednak, że ludzie zamykają się na współpracę z innymi spółdzielniami, takie są bowiem wyobrażenia podkarpackich projektowych pisarczyków. Stan ten od razu pozbawia spółdzielców głównego atutu bycia spółdzielnią i sprawia że pierwotne plany zwykle jakoś się rozłażą.
Kiedy do projektu wejdzie złodziej obdarzony zaufaniem, jest w stanie przy odpowiedniej dozie bezwzględności, sprytu i używania kłamstw przejąć kontrolę nad całym majątkiem spółdzielni i bezkarnie go zdefraudować. Okazuje się wtedy że wszelkie zapewnienia o kontroli były zwyczajnym kłamstwem. Prokuratura zwykle umarza postępowanie w takiej sprawie, kontrole z Wojewódzkiego Urzędu Pracy nie mają uprawnień do kontroli, a firma, która przekazała spółdzielni pieniądze, chroniła bezproblemowe defraudowanie pieniędzy i pomagała tuszować oszustwa, po czym wystawiała fałszywe zapewnienia o przeprowadzonych kontrolach, których w rzeczywistości nie przeprowadziła. Co więcej, używając autorytetu władzy przekonywała okradzionych że tak naprawdę nie są okradzeni i powinni dziękować za nieudolne działania zarządu, w wyniku których pewien drobny procent majątku spółdzielni jest im przekazywany w ramach wynagrodzenia. Kiedy zająłem się poważniej całą tą sprawą, okazało się że nikt nie jest w stanie nic zrobić, ludzie, którzy okradli spółdzielnię otrzymują wsparcie, aby tylko zatuszować tę sprawę.
Nie jestem tak wielkim frajerem, żeby walczyć z wiatrakami, wiem czym jest złodziejstwo, jakie techniki stosują oszuści. Przez pewien czas miałem nawet zamiar dać sobie spokój i uznać że sprawa mnie przerosła. Mogłem pojechać do Paryża albo Londynu i tam postarać się o fundusze, na założenie uczciwej spółdzielni. Zrobiłbym pewnie tak, gdyby prezes nie okazał się bezgranicznie głupi. Z pieniędzy z dofinansowania unijnego zbudował sobie kominek za 4100 złotych, ale na odwrocie faktury napisał - 1 działanie - adaptacja pomieszczeń - remont pieca. Wprawdzie zarząd spółdzielni ukrywał dokumenty i był pewny że nikt nigdy nie skontroluje wydawania pieniędzy, tak bowiem działają mechanizmy tych programów. Prawdopodobnie te mechanizmy są wystarczające, by zniechęcić przeciętnego okradzionego do dalszego dochodzenia sprawiedliwości. Ja akurat nie należałem do tej grupy. Zacząłem pisać pisma i domagać się pokazania dokumentów. Po dwóch miesiącach dokumenty zostały mi przedstawione, jednak nie w postaci wykazów, jakich żądałem, ale w postaci segregatora zapchanego fakturami. Pani koordynatorka podała mi to z triumfującym uśmiechem i powiedziała żebym sobie przeszukiwał. Spodziewała się że rzucę okiem i sobie pójdę. Kiedyś prowadziłem działalność gospodarczą, więc usiadłem i zacząłem przeglądać.
Po godzinie zorientowałem się że nie ma tam połowy rzeczy, które powinny być. Powiedziałem że to niekompletne, pani koordynatorka po bezskutecznej próbie zbycia mnie wreszcie się poddała i poprosiła, żebym przyszedł za jakiś czas. Jednak już w tej pierwszej niekompletnej stercie papierów dostrzegłem że członkowie zarządu wypłacają sobie pełne pensje, mimo że wszyscy na umowie mieli ćwierć etatu. Kiedy jednak opowiedziałem o tym pozostałym spółdzielcom, członkowie zarządu stwierdzili że to nieprawda i że oni zarabiają tak jak wszyscy.
Oczywiście że zaczęli kierować w moją stronę całą swoją nienawiść, opowiadając brednie, jak to zwykle w takich sytuacjach, ja jednak, mimo że jestem wrażliwym romantykiem, nie przejąłem się tym zbytnio, ponieważ zdefiniowałem tę grupę jako buców i palantów. Kiedy zianie nienawiścią zostało zaniechane jako nieskuteczne zażądałem po raz kolejny dostępu do wszystkich materiałów. Kiedy przyszedłem drugi raz obejrzeć segregator, było w nim znacznie więcej dokumentów i były w miarę chronologicznie ułożone. Po dwóch godzinach sprawdzania wyszedłem z fotografią faktury, której nie było za pierwszym razem. To była faktura wydana przez firmę Faro - ekominki.pl. Kiedy już zdobyłem tę informację, umówiłem się z zarządem firmy, która przekazała dotację zarządowi i w teorii miała pilnować przestrzegania przez nich prawa. Firma nazywa się Stowarzyszenie B-4 i opanowała spory segment rynku pozyskiwania funduszy unijnych. Poszedłem do nich z włączonym rejestratorem dźwięku i rozmawiałem na temat okradzenia spółdzielni. Oni stwierdzili, że zamiast utrudniać powinienem się przyłączyć do okradania i wtedy wszyscy byliby zadowoleni. Powiedzieli mi też, że oni się dziwią, że komuś może przeszkadzać dziadostwo i nieudolność, skoro w papierach wszystko jest w porządku. Kiedy wspomniałem o kominku, udawali zdziwionych i stwierdzili, że to nasza wewnętrzna sprawa. Rozstaliśmy się bez specjalnych serdeczności.
Będąc tam jednak dowiedziałem się że członkowie zarządu spółdzielni zabrali dokumenty księgowe z biura rachunkowego. Kiedy zapytałem ich gdzie są dokumenty, usłyszałem - są tam, gdzie powinny być!
Ponieważ jestem mało wrażliwy na zbywanie kontynuowałem kwestię, aż uzyskałem odpowiedź - są w biurze księgowym, ale co to za biuro - nie powinno być moją sprawą. Ja jednak wykazałem się determinacją, udałem się na posterunek policji, nagabywałem jakiegoś funkcjonariusza żeby poszedł ze mną i poświadczył że zarząd spółdzielni łamie prawo ukrywając dokumenty. Facetowi nie udało się mnie zbyć, dlatego zadzwonił do Alicji - wiceprezes spółdzielni. Kiedy przyszedłem z komendy do biura, Alicja blada ze strachu powiedziała że nie ma żadnego biura rachunkowego i mają je gdzieś u siebie.
Jestem człowiekiem dobrej woli i nie chciałem robić im krzywdy, dlatego mniej więcej co dwa tygodnie wysuwałem w ich stronę propozycję, żebyśmy zresetowali to, co stało się dotychczas między nami i rozpoczęli uczciwe prowadzenie spółdzielni, czyli takie, jakie było ustalone od początku, zanim prezes nie stał się w dziwny sposób prezesem i nie podpisaliśmy dokumentów, w tym weksli. Podpisany weksel na kwotę 20 tysięcy jest doskonałym instrumentem by straszyć pozostałych spółdzielców, nawet ja na początku bałem się tego weksla.
Prezes był drobnym budowlanym złodziejaszkiem, zaczął prowadzić działalność w branży budowlanej w latach 80-tych i wtedy naprawdę dobrze zarabiał, tyle że wtedy każdy kto wychodził z domu i docierał do firmy to już zarabiał. Kiedy w Polsce nastał normalny rynek, odpadł i stał się typowym kombinatorem, do tego całkiem sympatycznym. Miał jednak słabość do pieniędzy i pazerną żonę z czwórką dzieci i dwoma domami. Kiedy byli oboje u mnie w domu i oglądali ścianę, na którą położyłem stiuk wenecki - po raz pierwszy zobaczyłem w jej oczach chciwość i pomysły na zagospodarowanie pieniędzy spółdzielni. Trochę się bałem, ale uwierzyłem że B-4 to rzetelna firma. Potem okazało się że żona prezesa odgrywa poważną rolę w defraudowaniu pieniędzy.
Ktoś może zapytać, jak to? złodziej prezesem? Cóż, tylko ja dobrze go znałem, ale spółdzielnia miała się kierować zasadami spółdzielczymi, w tym bieżącą kontrolą. On zaś nie miał być prezesem. To że stało się tak, jak się stało to wina firmy B-4, która wygrała przetarg i wzięła pieniądze, ale ponieważ pani prezes B-4 nie miała pojęcia o spółdzielniach - postanowiła tworzyć spółki.
Kiedy wszystkie moje apele o uczciwość okazały się nieskuteczne, w kwietniu 2014 roku złożyłem zawiadomienie do prokuratury i Wojewódzkiego Urzędu Pracy o popełnieniu szeregu przestępstw, których celem była defraudacja pieniędzy. Cała kwota, którą zarząd spółdzielni socjalnej zdefraudował od lipca 2013 do lipca 2014 to 380 tysięcy złotych.

Jestem socjologiem i cały cykl tworzenia spółdzielni dokumentowałem dla potrzeb mojej pracy doktorskiej, mam kilkanaście gigabajtów materiałów i każde słowo, które piszę mam doskonale udokumentowane. Okazuje się jednak że dla prokuratury ważniejsze jest stwierdzenie prezesa, że ten wybudowany kominek to nie był kominek, że to jakieś prace adaptacyjne, gdzieś tam, nie wiadomo gdzie. Zadzwoniłem do firmy Faro i wiem że robią wyłącznie kominki. Kiedy prokuratura umorzyła śledztwo to, muszę przyznać - jestem mięczakiem - trafiłem do szpitala z podejrzeniem zawału, potem jednak okazało się że to tylko zasłabnięcie spowodowane stresem. W lecie złożyłem zażalenie do sądu na umorzenie postępowania przez prokuraturę, rozprawa jest wyznaczona na 4 listopada.
Wczoraj uzyskałem odpowiedź z Wojewódzkiego Urzędu Pracy - napisali że wprawdzie kontrolują, ale nie mają uprawnień do kontrolowania spółdzielni dlatego wierzą na słowo w to co złodzieje im opowiadają. Następnym logicznym krokiem powinno być rozwiązanie tej jednostki i utworzenie takiej, która może kontrolować.

Spółdzielnia miała prowadzić trzy rodzaje działalności, sprzątanie, pielęgnację terenów zielonych i rękodzieło artystyczne. Ponieważ skutkiem przestępstwa segment rękodzieła artystycznego został przez zarząd zaniechany, projekt który miał być sztandarowym produktem spółdzielni a jest moim dziełem i jest w trakcie procedury patentowej w UPRP - umieściłem na platformie crowdfundingowej.

https://polakpotrafi.pl/projekt/hippie-bikini

Zapraszam do wspierania, wybierania czegoś dla siebie i powiadamiania o tym projekcie znajomych. Ważne są pieniądze, bez nich nic się nie uda, ważne jednak jest też opowiedzenie tej historii. Oszuści i złodzieje zawsze liczą na tajemnice, mrok, niepewność. Kiedy zapalamy światło - podnoszą krzyk i zieją nienawiścią. Kiedy opowiadałem tę historię lokalnym mediom, wszyscy na początku byli zbulwersowani, potem jednak dziwnie szybko przestawali odbierać telefony. Tu muszę oddać sprawiedliwość dziennikarzowi Gazety Wyborczej - już na samym początku stwierdził że o tej sprawie nie napisze, w sumie mu się nie dziwię, są wyspecjalizowani raczej w tuszowaniu niż nagłaśnianiu.
To że tę spółdzielnię da się uratować jest coraz mniej pewne, jednak w ciągu następnych 5 lat Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego zamierza utworzyć kolejne spółdzielnie socjalne. Firma, która doprowadziła do tego, że moją spółdzielnię okradł zarząd już się do tego projektu przygotowuje, teraz jednak mają większy apetyt, chcą możliwości zakupu nieruchomości.

Jeśli nawet przegram a im uda się zatuszować całą sprawę, to będę miał bardzo dokładną i rzetelną pracę doktorską. Właśnie zacząłem.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: piątek, 7 listopada 2014, 11:22 
Ciekawe spostrzeżenia, mam podobne odczucia że te instytucje mieniące się pomocą dla spółdzielni itp. zagospodarowywują i marnotrawią kasę podatników. I osoby kreatywne chcące w tym kierunku zrobić traktowani są persona non grata. Przykra rzeczywistość, może uda mi sie zebrać nam podobnych i wspólnie coś zrobimy pokazując że można


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: piątek, 7 listopada 2014, 12:19 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Miło czytać kogoś, kto również się tym przejmuje. Pojedynczy człowiek niewiele może osiągnąć. Dopiero kiedy otrząśniemy się z wyuczonej bezradności i sprzeciwimy, będziemy mogli czegoś dokonać.
Pozdrawiam.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Szuje
WiadomośćDodano: piątek, 14 listopada 2014, 20:51 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Kiedy trwały wydarzenia opisane powyżej, mniej więcej rok temu napisałem taki tekst:

Wszystko nam rozkradli, już ukraść chcą las
drogi zbudowali za drogie
kolorowym światłem omamić chcą nas
a profity tłuste wziąć sobie

Auta, domy, brzuchy i konta chcą paść
złote interesy czekają
do publicznej kasy dorobić trza klucz
niech frajerzy w tyle zostają

Ty w robocie tyrasz, bo dobrze że jest
dzieci w domu głodne czekają
a złe szuje kradną i kradną na czas
bo ich wkrótce inni zmieniają

Nic się tu nie zmieni, już taki nasz los
choć opony płoną czasami
lecz nadzieja jest, że gdy robisz na chleb
szuje się udławią fantami.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: poniedziałek, 1 grudnia 2014, 23:13 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
To moje wpisy z portalu naszeblogi.pl

List do CBA z dnia 18 XI 2014 roku.

2014-11-18 20:29
Leszek Smyrski Rzeszów 17 XI 2014
Powstańców Listopadowych 23
35-606 Rzeszów


Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Jestem współtwórcą i socjologiem w spółdzielni socjalnej „Akacja” z siedzibą w Krasnem, Krasne 506 nr. KRS 466052. Spółdzielnia ta została utworzona ze środków pomocowych Unii Europejskiej za pośrednictwem Europejskiego Funduszu Społecznego. Łączna kwota otrzymanego wsparcia to 380 tysięcy złotych. Pieniądze te zostały zdefraudowane przez zorganizowaną grupę, .......... .......... ......... – którzy utworzyli zarząd spółdzielni oraz pani .............. która była koordynatorką projektu i przekazała im pieniądze unijne. Początkowo przestępstwo to było wynikiem zwykłej niekompetencji zarządu stowarzyszenia B-4 – firmy będącej beneficjentem, w której pani ......... pełniła funkcję koordynatorki projektu. Kiedy jednak rozpocząłem informowanie zarządu spółdzielni socjalnej „Akacja” i pracowników B-4, w tym panią prezes o łamaniu przez nich prawa - ich działania stały się świadomym popełnianiem przestępstw. W okresie od lipca 2013 do lipca 2014 zarząd spółdzielni zdefraudował pieniądze, nabywając rzeczy zupełnie inne niż zapisane w biznes planie i nie podejmując żadnych, wcześniej ustalonych zadań. Szczytem zaś bezczelności i poczucia bezkarności było wybudowanie w prywatnym domu prezesa spółdzielni „Akacja” kominka przez specjalistyczną firmę i rozliczenie go jako robót adaptacyjnych. Od listopada 2013 do teraz zarząd spółdzielni socjalnej ukrywał dokumenty i tylko dzięki determinacji udało mi się zdobyć dostęp do faktury za ten kominek 16 marca 2014 roku. Jednak już od oczątku kwietnia zarząd zabrał wszystkie dokumenty z firmy księgowej, która mi je udostępniła i przeniósł w nieznane miejsce.
Nie przedstawili ich nawet na walnym zgromadzeniu, które udzielało absolutorium, mimo moich wielokrotnych, ustnych i pisemnych żądań. Jestem socjologiem i moja praca magisterska dotyczyła spółdzielczości socjalnej, dlatego wiedziałem że utworzony podmiot nie był spółdzielnią socjalną, a to oznacza, że pieniądze które otrzymali zostały wydane w sposób niezgodny z prawem i niezgodny ze standardami unijnymi. Oznacza to także, że spółdzielnia którą utworzyliśmy nie otrzymała przyznanego przez Unię Europejską wsparcia.
W kwietniu 2014 roku złożyłem do prokuratury i do Wojewódzkiego Urzędu Pracy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarząd spółdzielni socjalnej Akacja.
Działania podjęte przez te urzędy są kpiną z elementarnych podstaw przyzwoitości i w pewnym sensie wyjaśniają dlaczego zarząd spółdzielni socjalnej „Akacja” czuł się zupełnie bezkarny i nawet nie wysilał się na udawanie że chcą prowadzić spółdzielnię. Kiedy skończyło się wsparcie pomostowe zarząd spółdzielni wręczył mi zwolnienie dyscyplinarne na podstawie sfałszowanych zarzutów, sprawa jest aktualnie w sądzie pracy. Doprowadzili również na podstawie oszustwa do usunięcia mnie ze spółdzielni. We wrześniu 2014 roku rozpocząłem studia doktoranckie na Uniwersytecie Rzeszowskim i zamierzam zbadać sposoby zabezpieczania funduszy unijnych przed rozkradaniem.
Proszę o naprawdę poważne potraktowanie mojego zawiadomienia i o współpracę przy przełamaniu stereotypu Podkarpacia jako najbardziej złodziejskiego regionu w Polsce.
Posiadam kilka gigabajtów dowodów, które jednocześnie są materiałami mojej pracy doktorskiej, posiadam fotokopie wszystkich dokumentów sądowych, związanych z tą sprawą, jestem w stanie udostępnić je, co zresztą proponowałem również prokuraturze, ale nie byli nimi zainteresowani.

Z poważaniem
Leszek Smyrski
512 449 648


Moja wizyta w CBA w sprawie zdefraudowania 380 tysięcy PLN

2014-11-29 21:14
Zamieściłem ostatnio mój list do CBA w Rzeszowie w sprawie defraudacji pieniędzy publicznych przez uczestników projektu unijnego. Zaprosili mnie do siebie na wczoraj. Byłem na 10, ale ponieważ trwała odprawa posiedziałem w zimnym korytarzu i zostałem zaproszony do biura przed 11. Nie zmarnowałem czasu, wykonałem kilka telefonów, a potem zrobiłem sobie selfie, z którego jestem tak dumny, że wstawię na okładkę doktoratu, będzie pasowało do tytułu.
Kiedy wreszcie wszedłem, była bramka jak w metrze paryskim, musiałem zostawić wszystko co brzęczy. Nie mogłem wziąć aparatu fotograficznego z nagranym materiałem dowodowym ani pendrive'a. Wziąłem tylko teczkę z dokumentami, jak się zresztą później okazało - niepotrzebnie. Miła pani zaprowadziła mnie do pokoju gdzie siedział jakiś pan, usiadłem sobie i zaczęliśmy pogawędkę. Najpierw spytał mnie o kilka osób, które brały udział w przestępstwie, opowiedziałem mu o nich. Potem spytał o strukturę projektu unijnego. Kiedy wszystko mu wyjaśniłem, powiedział że pieniądze unijne wprawdzie mogły zostać zdefraudowane, ale oni, czyli CBA nic nie mogą zrobić, bo oni zajmują się jedynie korupcją urzędników. To że prezes spółdzielni utworzonej z pieniędzy unijnych zaproponował mi jakiś prezent w zamian za odstąpienie od utrudniania im defraudacji nie zrobiło na nim wrażenia. Uznał że nie jest to ich sprawa, bo nie mają kompetencji. Są więc trzecim z kolei podmiotem który nie ma kompetencji, oznacza to więc że jeśli ktokolwiek ma ochotę ukraść publiczne pieniądze, powinien zająć się tworzeniem spółdzielni socjalnych, wystarczy tylko znaleźć wystarczająco dużo frajerów, naobiecywać im złotych gór a potem można spokojnie ich okraść, nie ma bowiem na Podkarpaciu instytucji, która miałaby na tyle kompetencji, by temu zapobiec albo to zweryfikować. Prokuratura zaś, która ma kompetencje, ma również nieograniczony zasób miłosierdzia dla złodziei, którym się udało. Sądy działają podobnie.
Byłem w tej sprawie w Urzędzie Marszałkowskim, najpierw ze mną rozmawiali, potem zaczęli mnie zbywać. Zamierzam poprosić o możliwość przedstawienia moich spostrzeżeń na jednej z sesji sejmiku, bo to Urząd Marszałkowski jest odpowiedzialny za ten projekt. Zamierzam także zwrócić się do wojewody i do ministerstwa infrastruktury.
W kwietniu, jeśli nie będzie reakcji odpowiednich władz, zacznę publicznie przedstawiać dowody rzeczowe, pisma, nagrania, filmy itp..

Pan z CBA był na tyle miły że nie odebrał mi nadziei, powiedział że przyjrzą się sprawie, mam złe doświadczenia z przyglądaniem, zwykle patrzą tak, żeby nic nie zobaczyć. Prezes "Akacji" powiedział wcześniejszym obserwatorom że faktura na kominek to nie faktura na kominek. Oni zaś byli tak mili, że nie spytali na co więc ta faktura? Jest drobne prawdopodobieństwo że ktoś tam wziął łapówkę, jednak sam w to wątpię. Dużo bardziej prawdopodobne, że to niekompetentne buce.
Coraz bardziej wątpię że ktokolwiek zajmie się tą sprawą, mamy system jaki mamy. Dlatego piszę tę historię również po angielsku, Jeśli wszystko inne zawiedzie, napiszę do "Guardiana", oni na pewno się tym zajmą, tylko czekają żeby dokopać Polsce, ale nie zrobię tego teraz. Mam 5 lat a od początku projektu minął dopiero rok.



Drugi list do CBA w sprawie defraudacji 380 tysięcy PLN.

2014-12-01 10:42
W sobotę zamieściłem moją relację ze spotkania w siedzibie CBA. Zostałem poinformowany że CBA zajmuje się tylko korupcją urzędników państwowych, uwierzyłem.
W piątek, trzy dni temu dowiedziałem się że CBA działa na podstawie ustawy o CBA. Spędziłem pracowicie weekend, niepokoiłem moich znajomych, czytałem. W rezultacie napisałem kolejny list do CBA, wysłałem go dziś rano pocztą e-mail i upewniłem się że doszedł. Pani sekretarka poinformowała mnie że wydrukowała. Fragmenty cytowanego tekstu ustawy były napisane niebieską czcionką, moje uwagi czarną. Tutaj niestety nie jest to widoczne. Pogrubienia tekstu tutaj, w liście były podkreślone.




Leszek Smyrski Rzeszów 1 XII 2014
Powstańców Listopadowych 23
35-606 Rzeszów

Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Rzeszowie

W związku z moim pismem z dnia 17 XI 2014 i późniejszą komunikacją, z której wynikało że CBA zajmuje się wyłącznie przestępstwami dokonanymi przez urzędników państwowych, pozwalam sobie zwrócić uwagę na poniższe fragmenty ustawy o CBA.

Art. 1. 1. Tworzy się Centralne Biuro Antykorupcyjne, zwane dalej „CBA”, jako służbę specjalną do spraw zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych, a także do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa.

Defraudacja 380 000 PLN jest działalnością godzącą w interesy ekonomiczne państwa.

3a. Korupcją, w rozumieniu ustawy, jest czyn:
3) popełniany w toku działalności gospodarczej, obejmującej realizację zobowiązań względem władzy (instytucji) publicznej, polegający na obiecywaniu, proponowaniu lub wręczaniu, bezpośrednio lub pośrednio, osobie kierującej jednostką niezaliczaną do sektora finansów publicznych lub pracującej w jakimkolwiek charakterze na rzecz takiej jednostki, jakichkolwiek nienależnych korzyści, dla niej samej lub na rzecz jakiejkolwiek innej osoby, w zamian za działanie lub zaniechanie działania, które narusza jej obowiązki i stanowi społecznie szkodliwe odwzajemnienie;

Andrzej P. prowadził działalność gospodarczą, która miała być realizacją zobowiązań wobec Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Proponując mi korzyść majątkową w zamian za zaniechanie dochodzenia stanu faktycznego spółdzielni, jako socjologowi zatrudnionemu w tejże spółdzielni, dopuścił się korupcji.

4) popełniany w toku działalności gospodarczej obejmującej realizację zobowiązań względem władzy (instytucji) publicznej, polegający na żądaniu lub przyjmowaniu bezpośrednio lub pośrednio przez osobę kierującą jednostką niezaliczaną do sektora finansów publicznych lub pracującą w jakimkolwiek charakterze na rzecz takiej jednostki, jakichkolwiek nienależnych korzyści lub przyjmowaniu propozycji lub obietnicy takich korzyści dla niej samej lub dla jakiejkolwiek innej osoby, w zamian za działanie lub zaniechanie działania, które narusza jej obowiązki i stanowi społecznie szkodliwe odwzajemnienie.

Pani M. Ł. oraz pani B. S. w ramach stowarzyszenia „B-4” realizowały działalność gospodarczą, która była realizacją zobowiązania względem Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Andrzej P. miał zrealizować biznes plan, zatwierdzony przy udzielaniu dotacji. Korzyścią stowarzyszenia B-4 było ułatwienie sobie pracy przez stworzenie innego podmiotu niż przewidziany w regulaminie. Korzyścią Andrzeja P. było przeznaczenie funduszy publicznych na remont domu i wybudowanie kominka. Jest to szkodliwe społecznie odwzajemnienie.

4. Działalnością godzącą w interesy ekonomiczne państwa, w rozumieniu ustawy, jest każde zachowanie mogące spowodować w mieniu:
2) jednostki niezaliczanej do sektora finansów publicznych otrzymującej środki publiczne,
– znaczną szkodę w rozumieniu art. 115 § 7 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.2)).

Kwota 380 000 PLN przekracza najniższe miesięczne wynagrodzenie ponad 300-krotnie, natomiast mieniem znacznej wartości jest mienie, którego wartość przekracza wartość najniższego miesięcznego wynagrodzenia 200 razy. Stowarzyszenie „B-4” oraz spółdzielnia socjalna „Akacja” są jednostkami niezaliczanymi do sektora finansów publicznych, otrzymującymi środki publiczne.

Art. 2. 1. Do zadań CBA, w zakresie właściwości określonej w art. 1 ust. 1, należy:
1) rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw przeciwko:
d) obowiązkom podatkowym i rozliczeniom z tytułu dotacji i subwencji, określonych w rozdziale 6 ustawy z dnia 10 września 1999 r. – Kodeks karny skarbowy (Dz. U. z 2013 r. poz. 186, z późn. zm.4)), jeżeli pozostają w związku z korupcją lub działalnością godzącą w interesy ekonomiczne państwa,

Działalność stowarzyszenia B-4 oraz zarządu spółdzielni socjalnej „Akacja” godzi w interesy ekonomiczne państwa, ponieważ nie zostały zrealizowane cele utworzonej spółdzielni socjalnej, która miała zapewnić pracę 10 osobom, na której utworzenie zostały przeznaczone środki publiczne. Środki te zostały przeznaczone na prywatne działania członków zarządu.

3) dokumentowanie podstaw i inicjowanie realizacji przepisów ustawy z dnia 21 czerwca 1990 r. o zwrocie korzyści uzyskanych niesłusznie kosztem Skarbu Państwa lub innych państwowych osób prawnych (Dz. U. Nr 44, poz. 255, z późn. zm.6));

Kwota 380 tysięcy to tylko część pieniędzy wydanych niezgodnie z prawem. Druga cześć została wydana przez stowarzyszenie „B-4”. Są to pieniądze, które „B-4” przeznaczyło na obsługę projektu. Spółdzielnia socjalna „Akacja” nie otrzymała tych pieniędzy, więc w rzeczywistości nie powstała. Oznacza to że pieniądze powinny być zwrócone i przeznaczone na cel, jaki miał być zrealizowany, czyli utworzenie spółdzielni.

4) ujawnianie przypadków nieprzestrzegania określonych przepisami prawa procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie: prywatyzacji i komercjalizacji, wsparcia finansowego, udzielania zamówień publicznych, rozporządzania mieniem jednostek lub przedsiębiorców, o których mowa w art. 1 ust. 4 oraz przyznawania koncesji, zezwoleń, zwolnień podmiotowych i przedmiotowych, ulg, preferencji, kontyngentów, plafonów, poręczeń i gwarancji kredytowych;

Stowarzyszenie „B-4” ciągle realizuje projekty z pieniędzy publicznych, zamierza również zagospodarowywać pieniądze przeznaczone na tworzenie spółdzielni socjalnych. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo że może dojść do kolejnych nieprawidłowości, godzących w interesy ekonomiczne państwa.


Po raz kolejny zwracam się z prośbą o poważne potraktowanie sprawy defraudacji 380 000 PLN.

Z poważaniem.

Leszek Smyrski.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: sobota, 20 grudnia 2014, 17:54 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Według WHO narkomanem przestaje się być 10 lat po zażyciu ostatniej dawki narkotyku. Według definicji Wspólnoty Anonimowych Narkomanów i według doktryny Monaru narkomanem jest się do końca życia, można jedynie zahamować objawy przez zaprzestanie przyjmowania substancji narkotycznych. To samo dotyczy zresztą również alkoholu, tyle że ze względów społecznych jego chorobliwe przyjmowanie nie jest tak bardzo piętnowane.
Ja osobiście wypełniłem standardy WHO dwukrotnie, bo od ostatniej dawki heroiny domowej produkcji minęło ok 23 lata a od ostatniego wypitego w moim życiu piwa około 17. W codziennym postępowaniu kieruję się jednak doktryną Monaru i dokładnie zdefiniowałem obszar życia codziennego, który omijam z największą ostrożnością. W tłumaczeniu na potoczny, od 17 lat jestem absolutnie trzeźwy, nie piłem alkoholu ani nie zażywałem żadnych narkotyków. Dużo mógłbym na temat uzależnień i trzeźwości powiedzieć, ale nie tu jest na to miejsce, i nie po to o tym piszę.
Narkotyki zażywałem przez 10 lat, od 1981 do 1991. Jest to pewien fragment mojego życia, który już jest zamknięty i już nie może ulec zmianie, dlatego że czas płynie tylko w jedną stronę.
Nie ma się czym chwalić, ale nigdy tego specjalnie nie ukrywałem. Na stronie monar.net zajmuję się doradzaniem osobom uzależnionym i ich rodzinom jako "szuwar" - bo tak zostałem nazwany w czasie leczenia w Monarze i pod tym pseudonimem wszyscy mnie znają. Od początku również zamieściłem swoje zdjęcie, nie ma więc w tym żadnej anonimowości.

Kiedy spółdzielnia, którą utworzyliśmy otrzymała decyzję o przydzieleniu dotacji, powiedziałem Andrzejowi że powinienem opowiedzieć wszystkim spółdzielcom o swojej przeszłości. Zareagował bardzo gwałtownie i twierdził że to będzie straszne, spółdzielnia może się rozpaść, nikt nam nie da zlecenia, pogorszą się relacje i temu podobne rzeczy. Zrezygnowałem więc z tego zamiaru. Kiedy jednak zostały podpisane wszystkie dokumenty, a na konto spółdzielni wpłynęły pieniądze, Andrzej opowiedział wszystkim że zażywam narkotyki. (zdanie w czasie teraźniejszym). Ja oczywiście nie wiedziałem o tym i dopiero po pewnym czasie ta informacja zaczęła się do mnie przebijać. Zanim zrozumiałem co się wydarzyło, było po fakcie a pieniądze już się kończyły.

W moim zawiadomieniu do prokuratury z kwietnia 2014 poruszyłem ten wątek, bo był jednym z kluczowych elementów mechanizmu, który pozwolił na zdefraudowanie pieniędzy. Prokuratura jednak nie była w stanie zrozumieć zależności, sprawa została umorzona, zarząd już cieszył się z bezkarności. Jednak wczoraj rano odbyła się druga rozprawa w sądzie rejonowym w Rzeszowie i sprawa trafiła z powrotem do prokuratury, tym razem okręgowej.

To pierwsze zwycięstwo, drobne w zasadzie i droga jeszcze długa.
Po świętach zamierzam spotkać się z Przewodniczącym Sejmiku Województwa Podkarpackiego i z Wojewodą Podkarpackim.
Będę również nachodził funkcjonariuszy CBA. Wszystkie działania dokładnie opisuję. Najtrudniejsza będzie redakcja i podłoże teoretyczne, ale już zaczynam szkicować schemat.

Niech narodzony w te dni Jezus da nam w ojczyźnie trochę więcej uczciwości.

Wesołych Świąt.


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Zobacz profil
 Tytuł: Re: Ekonomia społeczna - patologie.
WiadomośćDodano: czwartek, 15 stycznia 2015, 23:28 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 26 czerwca 2014, 08:10
Wiadomości: 8
Leszek Smyrski Rzeszów 14 I 2015
Powstańców Listopadowych 23
35-606 Rzeszów.



Do prokuratury okręgowej w Rzeszowie.
Jednocześnie do Wojewódzkiego Urzędu Pracy, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego, Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, CBA.
Do Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Rzeszowskiego Jana Wątroby.
Nie przekazuję tego pisma do lokalnych mediów, bo już pół roku temu wszystkie solidarnie odmówiły poruszania tego tematu.
Zostanie opublikowane tutaj
http://naszeblogi.pl/blog/6324

W latach 2009 – 2014 przeprowadziłem poważny eksperyment socjologiczny. Wraz z xxx , xxx i szeregiem innych osób rozpoczęliśmy starania o utworzenie spółdzielni socjalnej. Kilkakrotnie przystępowaliśmy do projektów spółdzielczych. W 2011 roku do projektu RARR, ze środków unijnych, Wcześniej planowaliśmy nawet utworzenie spółdzielni bez wsparcia unijnego przez poparcie połączonych; „Fundacji Nowe Życie Rzeszów” i „Stowarzyszenia Obrony i Rozwoju Polski”.
Eksperyment ten był całkowicie jawny, cel utworzenia spółdzielni był powszechnie znany w SOiRP jak również w FNŻ. O zamiarze utworzenia przeze mnie spółdzielni wiedzieli też moi znajomi ze studiów socjologicznych na Uniwersytecie Rzeszowskim, gdzie pisałem również pracę magisterską o spółdzielczości socjalnej. Nie ukrywałem również że moim celem w przyszłości będzie napisanie pracy doktorskiej o spółdzielczości.
Spółdzielczość to wspólne i demokratyczne prowadzenie działalności gospodarczej, nie jest to moja opinia, ale wszystkich, którzy kiedykolwiek zajmowali się spółdzielczością i na jej temat wypowiadali się m. in.: Edward Abramowski, Tadeusz Tokarzewski, Kazimierz Boczar, Marian G. Brodziński, Jacek Mroczek, Wanda Goebel, Zygmunt Bosiakowski, Kazimierz Wierzbicki, a zwłaszcza Edward Taylor w traktacie „O Istocie Spółdzielczości”. Twierdzenie prokuratury rejonowej że istnieje rozbieżność pomiędzy moją wizją prowadzenia spółdzielni a wizją B-4 jest słuszne tylko o tyle, że moja wizja jest oparta o przesłanki naukowe, dotyczące prowadzenia spółdzielni zgodnie ze spółdzielczymi zasadami i standardami. Fakt istnienia jednostek zdegenerowanych, jak na przykład spółdzielczość mieszkaniowa nie jest powodem, aby z funduszy unijnych tworzyć spółdzielnie zdegenerowane od początku, tak jak postanowiła zrobić firma B-4.
W 2012 roku przystąpiliśmy do projektu organizowanego przez stowarzyszenie B-4. Od początku projektu wszyscy wiedzieli że jestem socjologiem i cały proces tworzenia spółdzielni jest przeze mnie rejestrowany. Od początku wszyscy członkowie byli informowani że tworzymy modelową spółdzielnię z płaską strukturą zarządzania, w której każdy będzie miał jednakowy status i wszyscy będą wspólnie podejmować wszystkie decyzje. Przedstawiciele B-4 też o tym wiedzieli, więc jeśli mieli inne pomysły, mogli je przedstawić . Faktem jednak jest, że w trakcie projektu osoba odpowiedzialna z ramienia B-4 zmieniała się trzykrotnie, zarząd zaś to ludzie nastawieni na duży przepływ pieniędzy, bez znaczenia jest dla nich jakie projekty realizują, zawsze bowiem zatrudniają pracowników najemnych, których kwalifikacje mogą uzasadnić prowadzone działania. W mojej ocenie firma B-4 jest jedną z wielu firm zainteresowanych jak największą skalą pozyskania funduszy unijnych, istnienie takich jednostek jest jedną z plag współczesnej, polskiej sytuacji społeczno-gospodarczej. Organizują całą masę szkoleń i zatrudniają doradców, co samo w sobie nie jest złe. Szkolenia te jednak nie są dobrane do potrzeb osób, które z nich korzystają. Tu zresztą muszę przyznać że nie tylko B-4 ponosi winę za ten stan rzeczy, jest to również bardzo prymitywny program tworzenia spółdzielni, który bardziej zniechęca niż zachęca do tego typu działań.
Kiedy nasza grupa, która w międzyczasie zmieniała skład i która miała współpracować z drugą podobną spółdzielnią przeszła okres szkoleń i pisania biznes planu, złożyliśmy wniosek o wsparcie. Został on zaakceptowany i 17 maja 2013 roku zwołaliśmy walne zgromadzenie założycielskie.
Na tym zebraniu został powołany zarząd, z warunkiem że wszystkie działania spółdzielni będą aprobowane na walnych zgromadzeniach, które mają się odbywać co najmniej raz w miesiącu. Już wtedy zdawałem sobie sprawę że mogą być problemy, dlatego na początku zgromadzenia zgłosiłem wniosek o rejestrowanie dźwięku i ewentualnie obrazu ze wszystkich zebrań spółdzielców. Dlatego wszystkie pliki dźwiękowe z tych zebrań i spotkań są legalnym materiałem dowodowym. Oczywiście w tej chwili zarząd twierdzi że nie było takiego ustalenia, bo nie jest nigdzie zapisane, jednak plik dźwiękowy jest materiałem dowodowym, bo potwierdza umowę ustną.
Po podpisaniu wszystkich dokumentów koordynatorka projektu z B-4 stwierdziła że to zarząd spółdzielni otrzymał pieniądze i wyda je według własnego uznania. Oczywiście nie było to sformułowane w ten sposób i dopiero teraz stan ten jest dla mnie wyraźnie widoczny. Po czasie dowiedziałem się że xxx. i koordynatorka projektu z B-4 odbyli szereg spotkań, gdzie prawdopodobnie dokonywali jakichś tajnych ustaleń. Postępowanie takie nie było jednak złamaniem prawa, tylko zwykłym dziadostwem i jako takie nie podlegało pod jurysdykcję sądu. Jednak bardzo szybko doprowadziło do przestępstwa, defraudacji 380 tysięcy złotych z publicznych pieniędzy. Na początku firma B-4 nie dokonała przestępstwa, a jedynie podżeganie. Jednak od momentu zgłoszenia przeze mnie zarządowi B-4 nieprawidłowości polegającej na wybudowaniu w domu prezesa kominka ze spółdzielczych pieniędzy i zakwalifikowania faktury za ten kominek jako prace remontowe, remont pieca, firma B-4 rozpoczęła aktywne zacieranie śladów przestępstwa i poświadczanie nieprawdy. Największym jednak dla mnie zaskoczeniem było postępowanie funkcjonariuszy prokuratury, którzy również zrobili wszystko, żeby sprawa defraudacji pieniędzy nie została ujawniona. Kiedy otrzymałem decyzję o umorzeniu postępowania trafiłem do szpitala z podejrzeniem zawału serca. Żyję jednak i dołożę wszelkich starań żeby sprawa defraudacji pieniędzy publicznych przez zarząd spółdzielni socjalnej „Akacja” przy aktywnej współpracy firmy B-4 został wyjaśniony do końca. Jestem zdecydowany przekazać sprawę do Brukseli, o ile lokalne organa państwa nie poradzą sobie z nią.

Uważam że spółdzielczość jest w dziedzinie społecznej tak bardzo innowacyjna jak antygrawitacja, fuzja jądrowa czy nanotechnologie. Dla przeciętnych obserwatorów to co piszę jest z pewnością nie do przyjęcia, bo w świadomości społecznej spółdzielczość socjalna jest wprost proporcjonalnie skorelowana z nieudacznictwem, bezradnością i roszczeniem, o ile oczywiście jest w ogóle znana jako termin. Ja jednak po pięciu latach doświadczeń z programem, instytucjami wsparcia i instytucjami kontroli wiem, że nie jest możliwe utworzenie spółdzielni z niskim niemonetarnym kosztem wejścia i przenoszeniem systemu autopojetycznego z firm pasożytujących na funduszach unijnych. Spółdzielnia musi od początku uzyskać stopniowalną samodzielność, otrzymać wsparcie szkoleniowe podstawowe i specjalistyczne dedykowane, nie przed pojawieniem się wyzwań ale w ich trakcie. Najważniejsze jednak jest zerwanie z systemową akceptacją kłamstwa i złodziejstwa. Komunikacja jest dopuszczalna jedynie przez medium jakim jest prawda, a dopiero po przeprowadzeniu wszystkich koniecznych operacji i procesów można będzie uruchomić drugie medium – pieniądz. W każdej innej sytuacji otrzymamy system działający jak współczesny liberalno-złodziejski podmiot gospodarczy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Nie zamierzam naprawiać świata, znam fundację w Rzeszowie która przywłaszczyła dla jednej rodziny nieruchomość wartą kilkadziesiąt milionów i traktuje ją jak swoją własność a wszystkie instytucje widzą to i nie mają zamiaru nic zrobić. Spróbowałem to zmienić, nikomu jednak to nie przeszkadza, więc to też nie moja sprawa. Jednak nie zgodzę się na dziadowskie rozwiązania w sferze ekonomii społecznej a szczególnie spółdzielczości. Zrobię wszystko co w mojej mocy by było strefą wolną od złodziejstwa i oszustw. Zamierzam być oskarżycielem posiłkowym, kiedy wreszcie sprawa zdefraudowanych pieniędzy trafi do sądu i zrobię wszystko co tylko możliwe żeby spółdzielnia socjalna „Akacja” odzyskała zdefraudowane środki i rozpoczęła działanie zgodnie z pierwotnym planem

Z poważaniem
Leszek Smyrski


Zgłoś tą wiadomość
Góra
  
Cytuj  
Wyświetl wiadomości nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Wiadomości: 9 ] 

Możesz rozpoczynać nowe wątki
Możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich wiadomości

Szukaj:

Masz konto? Wpisz nazwę użytkownika i hasło

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Zaloguj mnie automatycznie przy każdej wizycie  
cron